|
NORWEGIA
|
|
Zielone doliny, błękitna poświata lodowców, kaskady wody
leniwie spływające po kamieniach, czysta, uspokajająca zieleń
łąk i pagórków, wielkie przestrzenie dające poczucie
nieograniczonej wolności, samopasące się owce, mili ludzie,
spienione wodospady, strome urwiska, wąskie fiordy, surowość
skał, ciemne, wijące się górskie tunele, szybkie lemingi,
i ciągle niedosyt...
Pomysł
Na wakacje zaplanowaliśmy Hiszpanię i Portugalię. Początek
lipca. Żona wraca z delegacji, mówię: "jedziemy do Norwegii".
Za dwa tygodnie jesteśmy już w drodze na północ Europy.
Przygotowania
To przede wszystkim zaopatrzenie się w żywność (ach, te
norweskie ceny), walutę i opracowanie planu przejazdu. Nie
należy również zapomnieć o rezerwacji biletu na prom (chyba że
ktoś zamierza udać się tam drogą lądową). Przy planowaniu
trasy przejazdu warto pamiętać o obowiązującym w Norwegii
ograniczeniu prędkości do 80km/h. Ważną informacją są ceny
noclegów. W domkach kempingowych nie przekraczają one na ogół
300 NOK, a w kwaterach prywatnych 400 NOK
Dzień pierwszy 16.07.2001
Wyruszyliśmy z Gliwic w poniedziałek rano w stronę
Świnoujścia, gdyż mieliśmy zarezerwowane miejsca na wieczornym
promie. Jeszcze we Wrocławiu był upał, ale czym dalej na
północ, tym chłodniej. Wychodząc z samochodu na jednej ze
stacji benzynowych gdzieś za Zieloną Górą ludzie dziwnie się
nam, tak roznegliżowanym przyglądali, bo było około
czternaście stopni. W Świnoujściu już padało i jak by tego
było mało wiał zimny przejmujący wiatr. Dojechaliśmy na tyle
wcześnie, że był jeszcze czas, by zjeść obiadokolację, ostatni
ciepły posiłek przed przymusową "głodówką". Do kolejki
samochodów na prom ustawiliśmy się przepisową godzinkę przed
planowanym odpłynięciem. Celnicy i sam załadunek nie stanowił
najmniejszego problemu. Podczas rejsu trochę huśtało, niby
fale nie były duże, jednak relacja morze - prom wychodzi na
niekorzyść promu. Rankiem wypoczęci ruszyliśmy w dalszą drogę.
Początek
Dzień drugi 17.07.2001
I tu niespodzianka. W Świnoujściu zostawiliśmy chłodną i
pochmurną pogodę, a w Ystad już ładnie świeciło słońce. I to
czyste, przejrzyste powietrze... Od razu jakoś tak radośniej
zrobiło się na duchu, a więc z uśmiechem na twarzy zjechaliśmy
z promu wprost w "łapy" szwedzkiej służby granicznej. Ta
natomiast wykazała zainteresowanie stanem naszych portfeli i
czasem jaki zamierzamy spędzić na skandynawskiej ziemi. Prosto
z portu w Ystad pojechaliśmy do Malmö, gdzie chcieliśmy
zarezerwować nocleg w hotelu Formuły 1 lecz ten był zamknięty.
Cóż było robić, wzięliśmy namiary i zadzwoniliśmy tuż po 17.00
z budki przy drodze. W ten oto sposób jeden (ostatni) nocleg
mieliśmy zarezerwowany, cała reszta była jednym wielkim
znakiem zapytania. Jednak nie zawiedliśmy się. Wszystkie
kempingi, wolne pokoje, są opisane doskonale, i już jadąc
główną drogą można zauważyć drogowskazy wskazujące na
możliwość noclegu. W ten sposób można jechać i jechać, nie
martwiąc się o miejsce do spania. A jechać można długo, bo
słońce w Norwegii o tej porze roku zachodzi około 23:00 -
23:30, a przez noc nie zapada całkowita ciemność. Za noclegami
zaczynaliśmy się rozglądać zwykle około 20:00. Po przejechaniu
w mig Szwecji, znaleźliśmy się w kraju, o który moja żona
marzyła od dawna.
Oslo
Nie nastawialiśmy się na miasta, tylko na krajobrazy, wiec
Oslo potraktowane zostało tylko jako miasto tranzytowe. Ale
ogólnie odnieśliśmy pozytywne wrażenie. Pech chciał, że akurat
tamtego dnia zdarzył się wypadek w tunelu na drodze E18
(łączącym wschodnią i zachodnią część miasta) i po kilkunastu
minutach stania w korku ruszyliśmy w nieznanym sobie kierunku,
by jakoś "przebrnąć" przez miasto. Tym razem to ja wykazałem
się "kobiecą" intuicją mrucząc pod nosem "follow the red
volvo" i podążyliśmy za samochodem, który w plątaninie uliczek
wyprowadził nas poza miasto.
Wjazd do Oslo 13 NOK, w weekend wjazd
darmowy.
Około 30 km za Oslo w kierunku Honefoss zatrzymaliśmy się
na pierwszy nocleg, nad Tyrifiordem. Kemping taki sobie, ale
cisza niesamowita. Pierwsza nowość - za ciepłą wodę trzeba
płacić. Jeśli nie zdążysz się umyć w czasie to możesz wyjść
spod prysznica w połowie namydlony :-) To tak jak w połowie
umyjemy głowę zwykłym szamponem, a drugą część szamponem..., i
ten zwykły zostanie...
Początek
Dzień trzeci 18.07.2001
Podróż w kierunku Voss, wzdłuż jeziora Krodenen oraz dalej
przez dolinę Hallingdal. Po drodze mijamy Gol i Geilo,
dojeżdżamy do pierwszego punktu naszej wyprawy.
Voringsfoss
To wodospad o wysokości 181 m, jeden z najczęściej
odwiedzanych wodospadów w Norwegii. Okazji do zrobienia
zdjęcia na tle wodospadu właściwie nie ma, gdyż ogląda się go
wyłącznie z góry.
Parking 20 NOK.
Zaraz potem pierwsza przeprawa promowa Brimnes-Bruravik
przez Eidfjord.
58 NOK (samochód z kierowcą + dodatkowa
osoba)
Następnie podróż prze Eide w kierunku Voss. W Voss
skusiliśmy się na obiad, zaraz przy wjeździe do miasta jest
tania (jak na warunki norweskie) pizzeria prowadzona przez
Turków. Dają tam dużą i smaczna pizze - jedna z powodzeniem
wystarcza na dwie nawet bardzo głodne osoby.
Pizza 83 NOK
Gudvangen
To kolejny punkt na naszej mapce podróżnej. Tym razem nasz
kemping, jak i cała miejscowość, położony jest wręcz
fantastycznie. Dojeżdża się do niej przepięknym wąwozem, krętą
drogą wśród gór. Wioska leży u podnóża strzelistych skał,
wokół spływające kaskady wody, coś niesamowitego. A na dachu
każdego domku kempingowego rośnie trawa i kwiatki. W recepcji
dowiedzieliśmy się wszystkiego, czego chcieliśmy. Dostaliśmy
foldery z ciekawymi informacjami oraz interesujące nas mapki -
wszystko w cenie kempingu. Norwedzy są bardzo życzliwi, ale
jednocześnie nie nachalni. Każdy żyje tu spokojnie, dla
siebie, ale zarazem chętnie służy pomocą.
Początek
Dzień czwarty 19.07.2001
Naroyfjord
W Norwegii nie traciliśmy czasu. Klimat temu sprzyjał,
wystarczyło kilka godzin snu, by zregenerować siły i ruszyć w
dalszą drogę. Gudvangen leży u początku fiordu Naroy (wąski).
Jest to jeden z najpiękniejszych fiordów. Na rejs po nim można
wybrać się statkiem wycieczkowym, bądź promem. My wybraliśmy
wariant drugi, gdyż nie chcieliśmy tracić dnia i zabrać ze
sobą samochód. Ruszyliśmy pierwszym promem (8:00) do Leardal.
Prom płynie dosyć długo i podróż po półtorej godzinie może
wydać się nużąca. Oprócz Naroyfjordu, prom płynie po fiordzie
Aurlands oraz Sognefjorden - jest to najdłuższy i najgłębszy
fiord Norwegii, liczący 200 km długości a jego głębokość sięga
1300 metrów.
Z Leardal wybraliśmy się drogą górską do Aurlands. Tzw.
Snovegen nie można ominąć. Droga jest bardzo wąska, ale co
jakiś czas są zatoczki, także można się minąć z autem jadącym
z przeciwka. W Norwegii wjeżdżając w góry wjeżdża się w
płaskowyże, po których można podróżować bardzo długo, i
dopiero po kilkudziesięciu kilometrach istnieje możliwość
zjazdu do kolejnej wioski. Przy czym widoki są wspaniałe,
zachwyca dzikość i czystość, świeżość powietrza wręcz czuć w
płucach. Z Aurlands wróciliśmy z powrotem do Leardal
najdłuższym na świecie tunelem górskim - 24,5 km (z efektami
świetlnymi co kilka kilometrów). Zarówno tunel, jak i droga
górska są bezpłatne, więc naprawdę warto zobaczyć obie te
atrakcje.
Prom Gudvangen-Leardal: cena samochodu
z kierowcą 375 NOK, każda dodatkowa osoba dorosła 155 NOK
Statek wycieczkowy Gudvangen-Aurlands -
w jedną stronę 150 NOK, w obie 200 NOK od osoby
Ominęliśmy Vettifoss, najwyższy wodospad Norwegii, 275m,
dojście zabiera około dwie godziny, na ten wodospad niestety
nie wystarczyło nam czasu, a pewnie warto go zobaczyć.
Z miasteczka Ovyre Ardal ruszyliśmy w górę, by przebyć
kolejną drogę górską. Droga Ovyre Ardal - Turtagro nie jest
tak imponująca jak Snovegen, ale nie żałowaliśmy, że
wybraliśmy się właśnie nią.
W roku 2001 była w remoncie, toteż
mniej więcej w jej połowie pobierano opłatę 50 NOK
Z Turtago do Lom można podziwiać piękne widoki na lodowiec.
Tutaj już pojawiają się ciężarówki, z którymi niejednokrotnie
trudno jest się minąć. Kolejną mijaną miejscowością jest Otta.
Od Dombas do Andalsnes droga prowadzi doliną Romsdalen. Widoki
piękne, ale my już zaczynaliśmy martwić się o nocleg, gdyż
miejscowości w Norwegii oddalone są od siebie często o
kilkadziesiąt kilometrów a godzina była już późna. Mogliśmy
się za to przekonać, że w Norwegii każdy człowiek, starszy czy
młodszy, nawet dzieci potrafią mówić po angielsku. Nocleg
znaleźliśmy w Andalsness w kwaterach prywatnych. Dostaliśmy
przytulny pokój z osobną łazienką i TV. Dzięki temu ostatniemu
dowiedzieliśmy się dlaczego Norwedzy tak dobrze znaja język
Szekspira. Otóż większość programów telewizyjnych i filmów
(prócz wiadomości) jest emitowana w wersji oryginalnej, w tym
głównie po angielsku, a tłumaczenie pojawia się w formie
norweskich napisów. Dlatego też na trasie, mała dziewczynka,
lat może osiem, pokazywała i tłumaczyła nam po angielsku gdzie
możemy znaleźć najbliższy nocleg. W Andalsnes właściciel domu,
w którym nocowaliśmy prowadził księgę gości i gdy dowiedział
się, że jesteśmy z Polski, zaczął gorączkowo przewracać księgę
szukając naszych rodaków i znalazł: dwa lata temu był u niego
ktoś z Warszawy.
Początek
Dzień piąty 20.07.2001
Trollstigen
Kolejny dzień przywitał nas pochmurnym niebem. Pierwszym
celem była Droga Trolli - Trollstigen (dokładnie drabina
trolli - i tak wyglądała). Po drodze mija się Stigfoss -
wodospad o wysokości 180m, a na górze znajduje się taras
widokowy, z którego patrzy się na serpentyny i jadące drogą
auta jak na ruchomy obrazek. Między innymi tutaj można
zobaczyć mnóstwo misternych konstrukcji stworzonych z kamieni
ułożonych jeden na drugim - na znak przyłapanych przez promień
słoneczny i zastygłych trolli. Na parkingu kramy z pamiątkami
- trolle wyjątkowo drogie, my zdecydowaliśmy się na pluszowego
łosia (maskotki chyba tańsze niż w Polsce!), który później
towarzyszył nam przez całą drogę trzymając wartę tuż za
przednią szybą samochodu.
Kolejna przeprawa promowa Sylte -
Eidsdal przez Norddalsfjord 58 NOK (samochód z kierowcą +
dodatkowa osoba)
Dalsza droga odbywa się w płaskowyżowych dolinach, a
niesamowita zieleń łąk działa nie tylko uspokajająco,
dostarcza również nawet największym pesymistom optymizmu.
Zjazd do miasteczka Geiranger, zwany Drogą Orłów, tworzy coś
na kształt Drogi Trolli, tylko w dół.
Geiranger
Przeprawa promowa przez fiord Geiranger do wioski Hellesylt
dostarczy niesamowitych wrażeń. Fiord ma zaledwie 20 km
długości, ale po drodze mija się wspaniałe wodospady, m.in.:
De Syv Sostre (wodospad siedmiu sióstr), Suitor (zalotnik),
Friaren (zakonnik), Brudesloret (welon panny młodej). Tego nie
można pominąć.
Samochód z kierowca 107 NOK, każda
dodatkowa osoba dorosła 34 NOK.
Jostedalsbreen
Z Hellesylt udaliśmy się w kierunku Olden, mijając
Hornindal, Stryn (i objeżdżając Utfjorden dookoła) oraz Loen.
Olden to małe miasteczko, z którego można wybrać się do
jęzorów lodowca Josteldalsbreen: Briksdalbreen oraz
Brenndalsbreen. Jest to największy na naszym kontynencie
lodowiec - jego powierzchnia wynosi 487 km kw. Lodowiec robi
ogromne wrażenie, szczególnie przyglądając się mu z bliska lub
dotykając go. Na miejscu można wykupić wycieczkę jedno-,
trzygodzinną lub całodniową na lodowiec. Do innych jęzorów
można dotrzeć z miasteczek Loen (Bodalsbreen oraz
Kjenndalsbreen - najrzadziej odwiedzany jęzor, ale podobno
najpiękniejsze podejście) lub np. Fjorland (Boyabreen i
Supphellebreen) czy Gjerde (Nigardsbreen), widoki i wrażenia
na pewno będą niezapomniane. Jeśli z miasteczka Olden udajemy
się w stronę lodowca samochodem to parking na cały dzień
(tylko takie bilety można tam nabyć) kosztuje 40 NOK.
W miasteczku Olden zatrzymaliśmy się na kolejny nocleg. I
tu rada: warto powiedzieć, że jest się z Polski, właściciele
potrafią obniżyć cenę noclegu, gdy dowiadują się, że jesteśmy
z kraju, gdzie na jeden dzień pobytu w Norwegii wystarcza 1/3
miesięcznej pensji...
Początek
Dzień szósty 21.07.2001
Podążyliśmy w stronę Dragsvik przez Klakegg, Helgheim,
wzdłuż jeziora Jolsteryn, mijając następnie Moskog i Holsen.
Przeprawa promowa Dragsvik-Vangsnes przez Sognefjorden
dostarczyła nam wielu wspaniałych wrażeń, gdyż chmury szły
nisko i promienie słoneczne bardzo ciekawie się układały
między nimi i na wodzie.
Koszt przeprawy przez Sognefjorden 78
NOK (samochód z kierowcą + dodatkowa osoba)
Podobno droga Vik-Voss obfituje w piękne widoki, niestety
pogoda się zepsuła, jechaliśmy w chmurach i nie widzieliśmy
tych pięknych krajobrazów. W Voss nie omieszkaliśmy wstąpić do
"zaprzyjaźnionej" pizzerii.
Dalsza droga wiodła przez Dale do Bergen.
Bergen
Miasto to, drugie pod względem wielkości w Norwegii, nie
zrobiło na nas specjalnego wrażenia. Oczywiście jest ładne i
czyste, ale nie zachwyciło nas. Niedaleko Bergen kolejny
nocleg.
Wjazd do Bergen 10 NOK, w weekendy
wjazd darmowy.
Początek
Dzień siódmy 22.07.2001
Rano przywitał nas deszcz. Ruszyliśmy w kierunku Eide
wzdłuż Hardangerfjorden, po czym po raz drugi przeprawiliśmy
się przez Eidfjord, tym razem w przeciwnym kierunku Bruravik -
Brimnes. Minęliśmy Kinsarvik i podążyliśmy wzdłuż Sörfjord w
kierunku Skare. Po drodze dwa razy się przeprawialiśmy:
Nesvik - Hjelmlaland przez Garsund (58
NOK - samochód z kierowcą + dodatkowa osoba) oraz
Oanes-Laurvik przez Hogsfjord (41 NOK samochód z kierowca, 18
NOK każda dodatkowa osoba dorosła)
W ten sposób dotarliśmy do Stavanger i czekała nas kolejna
niespodzianka. Bardzo miła zresztą.
Stavanger
To miasto ma swój niepowtarzalny klimat. Zbudowane w 90-ciu
procentach w drewnie, mnóstwo małych knajpek i zmieszanie
kultur (w mieście mieszka wielu Anglików i Amerykanów
pracujących w przemyśle petrochemicznym, bo Stavanger to takie
angielskie Aberdeen - w jego pobliżu na morzu znajduje się
wiele platform wiertniczych). Ponadto zabytkowy port (a w nim
oprócz jachtów meduzy!), średniowieczna katedra, białe
drewniane domy i brukowane uliczki. To trzeba koniecznie
zobaczyć. Nocleg znaleźliśmy na podmiejskim kempingu
Początek
Dzień ósmy 23.07.2001
Stavanger-Lysebotn
Wycieczka promem po Lysefjord - obowiązkowa.
Samochód z kierowca 266 NOK, osoba
dorosła 117 NOK.
Lysefiord (fiord świetlisty) to jeden z najpiękniejszych
fiordów, nie sposób go pominąć a mało osób tu zajeżdża by go
zobaczyć. Ale uwaga - prom pływa tylko raz na dzień, dlatego
konieczna jest rezerwacja (jeśli płynąć z samochodem - a to
jest raczej konieczne w przypadku promu bo wycieczka w jedna
stronę trwa 4 godziny). Po fiordzie kursują także statki
wycieczkowe. Głębokość przy ujściu fiordu do morza wynosi
tylko 13 metrów, podczas gdy w głębi lądu może dochodzić do
460 metrów.
Nad fiordem (a fiordy najpiękniejsze są oglądane z góry)
dwie atrakcje - można dotrzeć tam pieszo lub rowerem - skała
Prekestolen (skalna kazalnica - wznosi się 600 m nad fiordem).
Dojście z Preikestolenhytta Vandererhjem 2h. Skała ma płaski
szczyt o powierzchni 25x25 metrów. Jej krawędź nie jest
ogrodzona ale jak dotąd nikt jeszcze nie spadł z tej skały.
Jak głosi miejscowa legenda skała nie spadnie do fiordu dopóki
siedem sióstr nie wyjdzie za mąż za siedmiu braci z tej
okolicy.
Inne wycieczki piesze z Preikestolenhytta
Vandererhjem: na szczyt Moslifjellet - 3h, Ulvaskog - 3h,
wokół jeziora Refsvatnet - 3h, wokół grzbietu Vatnerindane -
2h).
Wycieczka promowa jest bardzo dobrze zorganizowana, z
mnóstwem atrakcji, nie tylko możliwością podziwiania przyrody,
ale również umiejętności kierującego promem. Podczas rejsu
można zobaczyć między innymi: kopalnie miedzi, hodowle
łososia, elektrownie (we Floyrli najdłuższe na świecie schody
drewniane), foki, wiele gospodarstw umieszczonych na zboczach
skał, których połączenie z cywilizacją jest możliwe wyłącznie
drogą wodną. Komentarz na statku dostarcza wielu ciekawostek,
dotyczących historii i teraźniejszości mijanych obiektów,
miejsc i atrakcji.
Z Lysebotn udaliśmy się samochodem wąską drogą (27
serpentyn) w górę na wysokość 900 m do Sirdal. Zimą droga jest
zamknięta i kontakt ze światem utrzymywany jest wyłącznie
drogą morską. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Oygardsstolen
Café, by jeszcze raz spojrzeć na fiord, tym razem z góry.
Stamtąd można wejść pieszo lub wjechać na Kjeragbolten "dziura
w ścianie" (1084 m - Kierag to najwyższe zbocze górskie na tej
trasie) - owalny głaz znajdujący się między dwoma skałami - z
widokiem na fiord. Z promu wygląda jak most. Dojście wymaga
dobrej kondycji, 10 km w obie strony, trzy grzbiety górskie do
pokonania.
Po tych przeżyciach pojechaliśmy w kierunku Larviku, przez
Tonstad i Galteland.
Droga Porsgrunn-Larvik 15 NOK
Czekała nas jeszcze ostatnia przeprawa promowa: Horten -
Moss przez Oslofjord i znaleźliśmy się na kempingu Bevo w
Torso niedaleko Fredrikstad. Tam mieliśmy trzy noclegi (ale w
sumie jeden pełny dzień), gdyż zdecydowaliśmy się na
wypoczynek nad morzem. Kemping jest bardzo ładnie położony - z
jednej strony otacza go las z drugiej zaś morze. Pomimo
pięknej pogody nie skusiliśmy się na kąpiel, chociaż wszyscy
Norwedzy z kempingu się tam pluskali (brrr... ta lodowata
woda).
Przeprawa promowa przez Oslofjord:
samochód z kierowcą 89 NOK, osoba dorosła 30 NOK, promy często
kursują.
Do domu wróciliśmy stęsknieni za... Norwegią. Tyle
widzieliśmy, ale wciąż było mało, wciąż ten niedosyt. Dlatego
prawie zaraz po powrocie ustaliliśmy trasę na następną
wycieczkę do tego przepięknego kraju.
Początek
|