Ostatnia aktualizacja 12.11.2011


Napisz do nas!

NORWEGIA

Zielone doliny, błękitna poświata lodowców, kaskady wody leniwie spływające po kamieniach, czysta, uspokajająca zieleń łąk i pagórków, wielkie przestrzenie dające poczucie nieograniczonej wolności, samopasące się owce, mili ludzie, spienione wodospady, strome urwiska, wąskie fiordy, surowość skał, ciemne, wijące się górskie tunele, szybkie lemingi,

i ciągle niedosyt...

Pomysł

Na wakacje zaplanowaliśmy Hiszpanię i Portugalię. Początek lipca. Żona wraca z delegacji, mówię: "jedziemy do Norwegii". Za dwa tygodnie jesteśmy już w drodze na północ Europy.

Przygotowania

To przede wszystkim zaopatrzenie się w żywność (ach, te norweskie ceny), walutę i opracowanie planu przejazdu. Nie należy również zapomnieć o rezerwacji biletu na prom (chyba że ktoś zamierza udać się tam drogą lądową). Przy planowaniu trasy przejazdu warto pamiętać o obowiązującym w Norwegii ograniczeniu prędkości do 80km/h. Ważną informacją są ceny noclegów. W domkach kempingowych nie przekraczają one na ogół 300 NOK, a w kwaterach prywatnych 400 NOK

Dzień pierwszy 16.07.2001

Wyruszyliśmy z Gliwic w poniedziałek rano w stronę Świnoujścia, gdyż mieliśmy zarezerwowane miejsca na wieczornym promie. Jeszcze we Wrocławiu był upał, ale czym dalej na północ, tym chłodniej. Wychodząc z samochodu na jednej ze stacji benzynowych gdzieś za Zieloną Górą ludzie dziwnie się nam, tak roznegliżowanym przyglądali, bo było około czternaście stopni. W Świnoujściu już padało i jak by tego było mało wiał zimny przejmujący wiatr. Dojechaliśmy na tyle wcześnie, że był jeszcze czas, by zjeść obiadokolację, ostatni ciepły posiłek przed przymusową "głodówką". Do kolejki samochodów na prom ustawiliśmy się przepisową godzinkę przed planowanym odpłynięciem. Celnicy i sam załadunek nie stanowił najmniejszego problemu. Podczas rejsu trochę huśtało, niby fale nie były duże, jednak relacja morze - prom wychodzi na niekorzyść promu. Rankiem wypoczęci ruszyliśmy w dalszą drogę.

Początek

Dzień drugi 17.07.2001

I tu niespodzianka. W Świnoujściu zostawiliśmy chłodną i pochmurną pogodę, a w Ystad już ładnie świeciło słońce. I to czyste, przejrzyste powietrze... Od razu jakoś tak radośniej zrobiło się na duchu, a więc z uśmiechem na twarzy zjechaliśmy z promu wprost w "łapy" szwedzkiej służby granicznej. Ta natomiast wykazała zainteresowanie stanem naszych portfeli i czasem jaki zamierzamy spędzić na skandynawskiej ziemi. Prosto z portu w Ystad pojechaliśmy do Malmö, gdzie chcieliśmy zarezerwować nocleg w hotelu Formuły 1 lecz ten był zamknięty. Cóż było robić, wzięliśmy namiary i zadzwoniliśmy tuż po 17.00 z budki przy drodze. W ten oto sposób jeden (ostatni) nocleg mieliśmy zarezerwowany, cała reszta była jednym wielkim znakiem zapytania. Jednak nie zawiedliśmy się. Wszystkie kempingi, wolne pokoje, są opisane doskonale, i już jadąc główną drogą można zauważyć drogowskazy wskazujące na możliwość noclegu. W ten sposób można jechać i jechać, nie martwiąc się o miejsce do spania. A jechać można długo, bo słońce w Norwegii o tej porze roku zachodzi około 23:00 - 23:30, a przez noc nie zapada całkowita ciemność. Za noclegami zaczynaliśmy się rozglądać zwykle około 20:00. Po przejechaniu w mig Szwecji, znaleźliśmy się w kraju, o który moja żona marzyła od dawna.

Oslo

Nie nastawialiśmy się na miasta, tylko na krajobrazy, wiec Oslo potraktowane zostało tylko jako miasto tranzytowe. Ale ogólnie odnieśliśmy pozytywne wrażenie. Pech chciał, że akurat tamtego dnia zdarzył się wypadek w tunelu na drodze E18 (łączącym wschodnią i zachodnią część miasta) i po kilkunastu minutach stania w korku ruszyliśmy w nieznanym sobie kierunku, by jakoś "przebrnąć" przez miasto. Tym razem to ja wykazałem się "kobiecą" intuicją mrucząc pod nosem "follow the red volvo" i podążyliśmy za samochodem, który w plątaninie uliczek wyprowadził nas poza miasto.

Wjazd do Oslo 13 NOK, w weekend wjazd darmowy.

Około 30 km za Oslo w kierunku Honefoss zatrzymaliśmy się na pierwszy nocleg, nad Tyrifiordem. Kemping taki sobie, ale cisza niesamowita. Pierwsza nowość - za ciepłą wodę trzeba płacić. Jeśli nie zdążysz się umyć w czasie to możesz wyjść spod prysznica w połowie namydlony :-) To tak jak w połowie umyjemy głowę zwykłym szamponem, a drugą część szamponem..., i ten zwykły zostanie...

Początek

Dzień trzeci 18.07.2001

Podróż w kierunku Voss, wzdłuż jeziora Krodenen oraz dalej przez dolinę Hallingdal. Po drodze mijamy Gol i Geilo, dojeżdżamy do pierwszego punktu naszej wyprawy.

Voringsfoss

To wodospad o wysokości 181 m, jeden z najczęściej odwiedzanych wodospadów w Norwegii. Okazji do zrobienia zdjęcia na tle wodospadu właściwie nie ma, gdyż ogląda się go wyłącznie z góry.

Parking 20 NOK.

Zaraz potem pierwsza przeprawa promowa Brimnes-Bruravik przez Eidfjord.

58 NOK (samochód z kierowcą + dodatkowa osoba)

Następnie podróż prze Eide w kierunku Voss. W Voss skusiliśmy się na obiad, zaraz przy wjeździe do miasta jest tania (jak na warunki norweskie) pizzeria prowadzona przez Turków. Dają tam dużą i smaczna pizze - jedna z powodzeniem wystarcza na dwie nawet bardzo głodne osoby.

Pizza 83 NOK

Gudvangen

To kolejny punkt na naszej mapce podróżnej. Tym razem nasz kemping, jak i cała miejscowość, położony jest wręcz fantastycznie. Dojeżdża się do niej przepięknym wąwozem, krętą drogą wśród gór. Wioska leży u podnóża strzelistych skał, wokół spływające kaskady wody, coś niesamowitego. A na dachu każdego domku kempingowego rośnie trawa i kwiatki. W recepcji dowiedzieliśmy się wszystkiego, czego chcieliśmy. Dostaliśmy foldery z ciekawymi informacjami oraz interesujące nas mapki - wszystko w cenie kempingu. Norwedzy są bardzo życzliwi, ale jednocześnie nie nachalni. Każdy żyje tu spokojnie, dla siebie, ale zarazem chętnie służy pomocą.

Początek

Dzień czwarty 19.07.2001

Naroyfjord

W Norwegii nie traciliśmy czasu. Klimat temu sprzyjał, wystarczyło kilka godzin snu, by zregenerować siły i ruszyć w dalszą drogę. Gudvangen leży u początku fiordu Naroy (wąski). Jest to jeden z najpiękniejszych fiordów. Na rejs po nim można wybrać się statkiem wycieczkowym, bądź promem. My wybraliśmy wariant drugi, gdyż nie chcieliśmy tracić dnia i zabrać ze sobą samochód. Ruszyliśmy pierwszym promem (8:00) do Leardal. Prom płynie dosyć długo i podróż po półtorej godzinie może wydać się nużąca. Oprócz Naroyfjordu, prom płynie po fiordzie Aurlands oraz Sognefjorden - jest to najdłuższy i najgłębszy fiord Norwegii, liczący 200 km długości a jego głębokość sięga 1300 metrów.

Z Leardal wybraliśmy się drogą górską do Aurlands. Tzw. Snovegen nie można ominąć. Droga jest bardzo wąska, ale co jakiś czas są zatoczki, także można się minąć z autem jadącym z przeciwka. W Norwegii wjeżdżając w góry wjeżdża się w płaskowyże, po których można podróżować bardzo długo, i dopiero po kilkudziesięciu kilometrach istnieje możliwość zjazdu do kolejnej wioski. Przy czym widoki są wspaniałe, zachwyca dzikość i czystość, świeżość powietrza wręcz czuć w płucach. Z Aurlands wróciliśmy z powrotem do Leardal najdłuższym na świecie tunelem górskim - 24,5 km (z efektami świetlnymi co kilka kilometrów). Zarówno tunel, jak i droga górska są bezpłatne, więc naprawdę warto zobaczyć obie te atrakcje.

Prom Gudvangen-Leardal: cena samochodu z kierowcą 375 NOK, każda dodatkowa osoba dorosła 155 NOK

Statek wycieczkowy Gudvangen-Aurlands - w jedną stronę 150 NOK, w obie 200 NOK od osoby

Ominęliśmy Vettifoss, najwyższy wodospad Norwegii, 275m, dojście zabiera około dwie godziny, na ten wodospad niestety nie wystarczyło nam czasu, a pewnie warto go zobaczyć.

Z miasteczka Ovyre Ardal ruszyliśmy w górę, by przebyć kolejną drogę górską. Droga Ovyre Ardal - Turtagro nie jest tak imponująca jak Snovegen, ale nie żałowaliśmy, że wybraliśmy się właśnie nią.

W roku 2001 była w remoncie, toteż mniej więcej w jej połowie pobierano opłatę 50 NOK

Z Turtago do Lom można podziwiać piękne widoki na lodowiec. Tutaj już pojawiają się ciężarówki, z którymi niejednokrotnie trudno jest się minąć. Kolejną mijaną miejscowością jest Otta. Od Dombas do Andalsnes droga prowadzi doliną Romsdalen. Widoki piękne, ale my już zaczynaliśmy martwić się o nocleg, gdyż miejscowości w Norwegii oddalone są od siebie często o kilkadziesiąt kilometrów a godzina była już późna. Mogliśmy się za to przekonać, że w Norwegii każdy człowiek, starszy czy młodszy, nawet dzieci potrafią mówić po angielsku. Nocleg znaleźliśmy w Andalsness w kwaterach prywatnych. Dostaliśmy przytulny pokój z osobną łazienką i TV. Dzięki temu ostatniemu dowiedzieliśmy się dlaczego Norwedzy tak dobrze znaja język Szekspira. Otóż większość programów telewizyjnych i filmów (prócz wiadomości) jest emitowana w wersji oryginalnej, w tym głównie po angielsku, a tłumaczenie pojawia się w formie norweskich napisów. Dlatego też na trasie, mała dziewczynka, lat może osiem, pokazywała i tłumaczyła nam po angielsku gdzie możemy znaleźć najbliższy nocleg. W Andalsnes właściciel domu, w którym nocowaliśmy prowadził księgę gości i gdy dowiedział się, że jesteśmy z Polski, zaczął gorączkowo przewracać księgę szukając naszych rodaków i znalazł: dwa lata temu był u niego ktoś z Warszawy.

Początek

Dzień piąty 20.07.2001

Trollstigen

Kolejny dzień przywitał nas pochmurnym niebem. Pierwszym celem była Droga Trolli - Trollstigen (dokładnie drabina trolli - i tak wyglądała). Po drodze mija się Stigfoss - wodospad o wysokości 180m, a na górze znajduje się taras widokowy, z którego patrzy się na serpentyny i jadące drogą auta jak na ruchomy obrazek. Między innymi tutaj można zobaczyć mnóstwo misternych konstrukcji stworzonych z kamieni ułożonych jeden na drugim - na znak przyłapanych przez promień słoneczny i zastygłych trolli. Na parkingu kramy z pamiątkami - trolle wyjątkowo drogie, my zdecydowaliśmy się na pluszowego łosia (maskotki chyba tańsze niż w Polsce!), który później towarzyszył nam przez całą drogę trzymając wartę tuż za przednią szybą samochodu.

Kolejna przeprawa promowa Sylte - Eidsdal przez Norddalsfjord 58 NOK (samochód z kierowcą + dodatkowa osoba)

Dalsza droga odbywa się w płaskowyżowych dolinach, a niesamowita zieleń łąk działa nie tylko uspokajająco, dostarcza również nawet największym pesymistom optymizmu. Zjazd do miasteczka Geiranger, zwany Drogą Orłów, tworzy coś na kształt Drogi Trolli, tylko w dół.

Geiranger

Przeprawa promowa przez fiord Geiranger do wioski Hellesylt dostarczy niesamowitych wrażeń. Fiord ma zaledwie 20 km długości, ale po drodze mija się wspaniałe wodospady, m.in.: De Syv Sostre (wodospad siedmiu sióstr), Suitor (zalotnik), Friaren (zakonnik), Brudesloret (welon panny młodej). Tego nie można pominąć.

Samochód z kierowca 107 NOK, każda dodatkowa osoba dorosła 34 NOK.

Jostedalsbreen

Z Hellesylt udaliśmy się w kierunku Olden, mijając Hornindal, Stryn (i objeżdżając Utfjorden dookoła) oraz Loen. Olden to małe miasteczko, z którego można wybrać się do jęzorów lodowca Josteldalsbreen: Briksdalbreen oraz Brenndalsbreen. Jest to największy na naszym kontynencie lodowiec - jego powierzchnia wynosi 487 km kw. Lodowiec robi ogromne wrażenie, szczególnie przyglądając się mu z bliska lub dotykając go. Na miejscu można wykupić wycieczkę jedno-, trzygodzinną lub całodniową na lodowiec. Do innych jęzorów można dotrzeć z miasteczek Loen (Bodalsbreen oraz Kjenndalsbreen - najrzadziej odwiedzany jęzor, ale podobno najpiękniejsze podejście) lub np. Fjorland (Boyabreen i Supphellebreen) czy Gjerde (Nigardsbreen), widoki i wrażenia na pewno będą niezapomniane. Jeśli z miasteczka Olden udajemy się w stronę lodowca samochodem to parking na cały dzień (tylko takie bilety można tam nabyć) kosztuje 40 NOK.

W miasteczku Olden zatrzymaliśmy się na kolejny nocleg. I tu rada: warto powiedzieć, że jest się z Polski, właściciele potrafią obniżyć cenę noclegu, gdy dowiadują się, że jesteśmy z kraju, gdzie na jeden dzień pobytu w Norwegii wystarcza 1/3 miesięcznej pensji...

Początek

Dzień szósty 21.07.2001

Podążyliśmy w stronę Dragsvik przez Klakegg, Helgheim, wzdłuż jeziora Jolsteryn, mijając następnie Moskog i Holsen. Przeprawa promowa Dragsvik-Vangsnes przez Sognefjorden dostarczyła nam wielu wspaniałych wrażeń, gdyż chmury szły nisko i promienie słoneczne bardzo ciekawie się układały między nimi i na wodzie.

Koszt przeprawy przez Sognefjorden 78 NOK (samochód z kierowcą + dodatkowa osoba)

Podobno droga Vik-Voss obfituje w piękne widoki, niestety pogoda się zepsuła, jechaliśmy w chmurach i nie widzieliśmy tych pięknych krajobrazów. W Voss nie omieszkaliśmy wstąpić do "zaprzyjaźnionej" pizzerii.

Dalsza droga wiodła przez Dale do Bergen.

Bergen

Miasto to, drugie pod względem wielkości w Norwegii, nie zrobiło na nas specjalnego wrażenia. Oczywiście jest ładne i czyste, ale nie zachwyciło nas. Niedaleko Bergen kolejny nocleg.

Wjazd do Bergen 10 NOK, w weekendy wjazd darmowy.

Początek

Dzień siódmy 22.07.2001

Rano przywitał nas deszcz. Ruszyliśmy w kierunku Eide wzdłuż Hardangerfjorden, po czym po raz drugi przeprawiliśmy się przez Eidfjord, tym razem w przeciwnym kierunku Bruravik - Brimnes. Minęliśmy Kinsarvik i podążyliśmy wzdłuż Sörfjord w kierunku Skare. Po drodze dwa razy się przeprawialiśmy:

Nesvik - Hjelmlaland przez Garsund (58 NOK - samochód z kierowcą + dodatkowa osoba) oraz Oanes-Laurvik przez Hogsfjord (41 NOK samochód z kierowca, 18 NOK każda dodatkowa osoba dorosła)

W ten sposób dotarliśmy do Stavanger i czekała nas kolejna niespodzianka. Bardzo miła zresztą.

Stavanger

To miasto ma swój niepowtarzalny klimat. Zbudowane w 90-ciu procentach w drewnie, mnóstwo małych knajpek i zmieszanie kultur (w mieście mieszka wielu Anglików i Amerykanów pracujących w przemyśle petrochemicznym, bo Stavanger to takie angielskie Aberdeen - w jego pobliżu na morzu znajduje się wiele platform wiertniczych). Ponadto zabytkowy port (a w nim oprócz jachtów meduzy!), średniowieczna katedra, białe drewniane domy i brukowane uliczki. To trzeba koniecznie zobaczyć. Nocleg znaleźliśmy na podmiejskim kempingu

Początek

Dzień ósmy 23.07.2001

Stavanger-Lysebotn

Wycieczka promem po Lysefjord - obowiązkowa.

Samochód z kierowca 266 NOK, osoba dorosła 117 NOK.

Lysefiord (fiord świetlisty) to jeden z najpiękniejszych fiordów, nie sposób go pominąć a mało osób tu zajeżdża by go zobaczyć. Ale uwaga - prom pływa tylko raz na dzień, dlatego konieczna jest rezerwacja (jeśli płynąć z samochodem - a to jest raczej konieczne w przypadku promu bo wycieczka w jedna stronę trwa 4 godziny). Po fiordzie kursują także statki wycieczkowe. Głębokość przy ujściu fiordu do morza wynosi tylko 13 metrów, podczas gdy w głębi lądu może dochodzić do 460 metrów.

Nad fiordem (a fiordy najpiękniejsze są oglądane z góry) dwie atrakcje - można dotrzeć tam pieszo lub rowerem - skała Prekestolen (skalna kazalnica - wznosi się 600 m nad fiordem). Dojście z Preikestolenhytta Vandererhjem 2h. Skała ma płaski szczyt o powierzchni 25x25 metrów. Jej krawędź nie jest ogrodzona ale jak dotąd nikt jeszcze nie spadł z tej skały. Jak głosi miejscowa legenda skała nie spadnie do fiordu dopóki siedem sióstr nie wyjdzie za mąż za siedmiu braci z tej okolicy.

Inne wycieczki piesze z Preikestolenhytta Vandererhjem: na szczyt Moslifjellet - 3h, Ulvaskog - 3h, wokół jeziora Refsvatnet - 3h, wokół grzbietu Vatnerindane - 2h).

Wycieczka promowa jest bardzo dobrze zorganizowana, z mnóstwem atrakcji, nie tylko możliwością podziwiania przyrody, ale również umiejętności kierującego promem. Podczas rejsu można zobaczyć między innymi: kopalnie miedzi, hodowle łososia, elektrownie (we Floyrli najdłuższe na świecie schody drewniane), foki, wiele gospodarstw umieszczonych na zboczach skał, których połączenie z cywilizacją jest możliwe wyłącznie drogą wodną. Komentarz na statku dostarcza wielu ciekawostek, dotyczących historii i teraźniejszości mijanych obiektów, miejsc i atrakcji.

Z Lysebotn udaliśmy się samochodem wąską drogą (27 serpentyn) w górę na wysokość 900 m do Sirdal. Zimą droga jest zamknięta i kontakt ze światem utrzymywany jest wyłącznie drogą morską. Zatrzymaliśmy się na parkingu przy Oygardsstolen Café, by jeszcze raz spojrzeć na fiord, tym razem z góry. Stamtąd można wejść pieszo lub wjechać na Kjeragbolten "dziura w ścianie" (1084 m - Kierag to najwyższe zbocze górskie na tej trasie) - owalny głaz znajdujący się między dwoma skałami - z widokiem na fiord. Z promu wygląda jak most. Dojście wymaga dobrej kondycji, 10 km w obie strony, trzy grzbiety górskie do pokonania.

Po tych przeżyciach pojechaliśmy w kierunku Larviku, przez Tonstad i Galteland.

Droga Porsgrunn-Larvik 15 NOK

Czekała nas jeszcze ostatnia przeprawa promowa: Horten - Moss przez Oslofjord i znaleźliśmy się na kempingu Bevo w Torso niedaleko Fredrikstad. Tam mieliśmy trzy noclegi (ale w sumie jeden pełny dzień), gdyż zdecydowaliśmy się na wypoczynek nad morzem. Kemping jest bardzo ładnie położony - z jednej strony otacza go las z drugiej zaś morze. Pomimo pięknej pogody nie skusiliśmy się na kąpiel, chociaż wszyscy Norwedzy z kempingu się tam pluskali (brrr... ta lodowata woda).

Przeprawa promowa przez Oslofjord: samochód z kierowcą 89 NOK, osoba dorosła 30 NOK, promy często kursują.

Do domu wróciliśmy stęsknieni za... Norwegią. Tyle widzieliśmy, ale wciąż było mało, wciąż ten niedosyt. Dlatego prawie zaraz po powrocie ustaliliśmy trasę na następną wycieczkę do tego przepięknego kraju.

Początek

© 2001-2012 by naszepodróże
Wszelkie prawa zastrzeżone